niedziela, 4 czerwca 2017

Naprawdę za cholerę nie mogę pojąć, że niektórzy ludzie marnują swoje życie na niszczeniu go innym. Nie lepiej, no wiecie, dać innym spokojnie życie i zająć się SOBĄ?

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

przyJAciel

dynamizm
wowowo życie bezustannie pędzi do przodu
tyle wydarzeń na sekundę
te emocje, ta  a d r e n a l i n a

boisz się, że nie nadążysz???

NIE TYM RAZEM


Ja doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że wokół mnie bez przerwy nie będzie się tyle działo i nie zawsze moje dni będą przepełnione przeróżnymi wydarzeniami, jednak ten poniedziałek mnie dobija.

Nie wiem, czy tak być powinno, ale kiedy danego dnia nie spotykam się z nikim i wykonuję typowo codzienne czynności, to coś mnie trafia.

Ktoś z mojego otoczenia powiedział kiedyś, że nieumiejętność znalezienia sobie zajęcia w samotności, w swoich czterech ścianach, jest chorobą. I że grunt to umieć spędzać miło czas samemu ze sobą. Nie wiem, na ile to prawdziwe, ale brzmi całkiem sensownie.

Chciałabym zostać swoim własnym przyjacielem. Albo chociaż dobrym znajomym.
(albo jakimkolwiek znajomym)

wtorek, 21 marca 2017

Często ludzie przez całe życie czekają kiedy wreszcie zaczną żyć

Bo, wiecie, dzisiaj nie, dziś nie mogę, nienie, jutro, tak, jutro już na pewno
ale jutro jest to samo
bo dzisiaj nie, dzisiaj nie ma czasu, ale za to j u t r o

tego jutra w końcu zabraknie


Odkładanie wszystkich planów jest dla mnie tak śmieszne, szczególnie kiedy tak naprawdę nie ma do tego większych powodów. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że sama tak postępuję. I to często.

Prosty przykład: od ponad pół roku marzy mi się kupno ukulele. Chcę zacząć sobie grać. Mam nawet upatrzony model. ALE UKULELE NIE POSIADAM. Dlaczego? Nie wiem. Mogłabym powiedzieć, że nie mam tyle odłożonych pieniędzy, ale tak się składa, że dwa razy zebrałam całą potrzebną sumę i dokładnie dwa razy przeciągałam zakup, aż w końcu w głupi sposób wydawałam oszczędności. Mogłabym również powiedzieć, że nie mam czasu. Kurde no, kupię to ukulele i okaże się, że (och, ja biedna!) nie będę miała kiedy ćwiczyć. A to sprawdzian, a to jakieś zajęcia dodatkowe, a to trzeba pograć w Simsy... Tak naprawdę czas też mam, mam więcej czasu niż mogłoby się wydawać, ale to materiał na osobnego posta.
Po głębszej analizie, mogę z pewnością rzec, iż nie ma żadnych powodów, abym tego ukulele nie miała. Ale go nie mam. I w tym cały problem.

Drugi przykład, bardzo, baaardzo typowy: dziewczyna źle się czuje w swoim ciele. Jest za gruba, wstydzi się chodzić na basen, nawet o założeniu szortów nie ma mowy. Dawno temu postanowiła sobie, że zacznie ćwiczyć, bo tak dłużej już być nie może. Wstaje rano z myślą, że po powrocie ze szkoły pójdzie biegać. Wraca. Ale myśl o bieganiu uparcie wypiera. jestem zmęczona, nie mogę, nie chce mi się, miałam ciężki dzień, wczoraj też był ciężki dzień, dlatego nie biegałam (jutro pewnie też będzie ciężki. i pojutrze.). Standardowo siada na kanapie i otwiera paczkę - no powiedzmy - czipsów. Już z pierwszym czipsem przychodzą wyrzuty sumienia. Ale dalej będzie siedziała na tej kanapie i dalej będzie je jadła, bo why not? Przecież jutro też jest dzień, no nie????

To jest tak cholernie przykre i tak cholernie powszechne jednocześnie, że
JEZU

Nie mówię oczywiście, że od teraz mamy podejmować wszystkie decyzje spontanicznie, zmieniać swoje życie o 180 stopni pod wpływem impulsu. Nie. 
Jednak myślę, że skoro już, kurczę, podjęliśmy decyzję, że chcemy zrobić w życiu to i to, to, KURCZĘ, ZRÓBMY COŚ W TYM KIERUNKU.

Przez to, że nam się nie chce/ boimy się/ cokolwiek, tracimy tak wiele szans na zrealizowanie swoich większych lub mniejszych celów.
Zagadaj do tego chłopaka, zamiast gapić się na niego w każdym możliwym momencie, serio. Raczej Cię nie zje, a może się okazać fajny. A nawet jeśli nie, to chociaż będziesz mieć świadomość, że spróbowałaś! Przełamałaś się! Dałaś radę!
Zapisz się na boks, przecież chcesz to zrobić już od tak dawna. I gdyby nie strach, to byś to zrobił. To oczywiste, iż może się okazać, że to nie dla Ciebie, że nie będzie Ci szło i ogólnie - stanowcze nie. Ale! Może również okazać się, że to sport  i d e a l n y  dla Ciebie i że świetnie będziesz sobie radził. Jeśli Ci się nie spodoba, to się wypiszesz. Proste. A jeśli Ci się spodoba, to spełnisz swoje marzenie!

Zrobiłam z tego taki pseudo-motywacyjny post, nie taki był zamiar, ale wydaje mi się, że rozumiecie o co chodzi, więc chyba jest okay.
Zróbcie coś, co chcielibyście zrobić, ale z jakiegoś (albo żadnego) powodu jeszcze tego nie zrobiliście. Może się opłaci.

środa, 25 stycznia 2017

o pustych obserwacjach i jeszcze bardziej pustych komentarzach

dobrze
już jestem.

Wstukuję krótkie słowo w wyszukiwarkę i klikam w pierwszy wynik.
Ponownie wnikam do blogosfery.
Przewijam wpisy. Miłe wspomnienia wracają.
Otwieram listę czytelniczą. Tyle poznanych ludzi, tyle superowych blogów.
Przeglądam komentarze pod starymi tworami. Nagle przestaje być tak przyjemnie. To ta chwila, w której zdaję sobie sprawę z faktu, iż tak naprawdę prawie nikt nie czytał mojego bloga.
Ale... Jak to? Co ty pieprzysz, Li? Przecież widzę te kilkadziesiąt komentarzy pod każdym postem.
No, ja też je widzę. I robi mi się trochę smutno.

Bo - chwila prawdy - jeśli ktoś napisze Ci "super post" i jeszcze doda do tego jakieś "obserwujemy?" albo "wejdziesz?", to prawie na pewno go nie przeczytał. Przynajmniej ja to tak odbieram. Możecie w tym momencie zaprzeczać, ale zastanówcie się chwilę. Czy po przeczytaniu cudzej wypowiedzi, po poznaniu opinii jakiejś osoby, po zapoznaniu się z jej zainteresowaniami, jedyną myślą, jaka przychodzi Wam do głowy, jest "super post"? Nie twierdzę, że to jakaś reguła i że wszyscy blogerzy tak postępują, ale jednak, kurde, to się zdarza  n i e s a m o w i c i e  często. I właśnie takich komentarzy wolałabym uniknąć na dynamizmie.

Rozumiem, że ludzie chcą się rozwijać. Starają się, aby ich wpisy trafiały do jak największego grona. A najlepszym sposobem jest komentowanie postów innych i zostawianie tych niewinnych linków. I to jest oczywiście dobra metoda. Sama tak robię. No, z taką małą różnicą, że kiedy ja zostawiam komentarz, to odnoszę się do posta i - uwaga - najpierw zapoznaję się z jego treścią. Polecam to każdemu. Ofc, nikomu nie zabraniam pisania pustego "fajny blog, odwiedzisz mojego?", ale miejcie świadomość, że osoba, która otrzymała ten komentarz, prawdopodobnie zrobi tak samo u Was i wcale nie przeczyta waszego wpisu. Ale spokojnie, pozostawi coś po sobie. "super blog"
Tak samo jest z obserwacjami. "Obserwujemy???" No spoko, jakaś randomowa lasia Cię zaobserwuje, Ty zaobserwujesz ją... i na tym koniec. Bo nigdy więcej nie odwiedzicie nawzajem swoich blogów. Ale przecież liczy się to, że masz kolejnego obserwatora!!11

Dochodząc do sedna: po co nam te obserwacje, skoro są puste? Wiem, że wygląda to fajnie i lepiej brzmi "dwustu obserwatorów" niż "dwudziestu", ale tak naprawdę większość obserwacji zdobytych na siłę nie ma żadnego znaczenia. I wcale się nie rozwijacie. Dlatego może jednak lepiej zrezygnować z tego "fajny blog, obserwujemy?" i czasami naprawdę przeczytać jakiegoś posta, i naprawdę zainteresować się czytaną treścią. Blogger jest fajny kiedy można i być twórcą, i odbiorcą.

Życzę Wam wszystkim (i sobie samej przy okazji też) aktywnych czytelników i sensownych komenatrzy, he
paa

sobota, 21 stycznia 2017

ciągły ruch

To jest jeden z tych momentów, w których zastanawiam się, co ja właściwie robię.

Hej. Wróciłam na bloggera po bardzo długiej przerwie i nie jestem pewna co czuję. Ekscytację? Strach? Chyba coś pomiędzy. Nawet nie pamiętam jak się edytuje bloga i, kurczę, przez jakiś czas będzie tu bardzo brzydko.

Bezustannie odczuwam potrzebę tworzenia czegoś. Niestety, to, co produkuję, nie zawsze okazuje się być dobre (tbh, prawie nigdy nie jest dobre). Stąd w dużej mierze wynika mój strach. Nie chcę, żeby ten blog zbyt szybko dołączył do grona moich niewypałów. Ale przecież żyje się tylko raz, więc yolo carpie diem!!!1

Najgorzej jest zaczynać jakąś rzecz bez większego planu i pomysłu na nią. Właśnie teraz to robię. Mam wielką nadzieję, że wraz z powstawaniem kolejnych postów, w mojej głowie będą rodziły się nowe, coraz lepsze i ciekawsze. Nie oszukujmy się, inaczej nie ma to sensu.

Chciałabym, aby ten blog był dla mnie motywacją do (prawie) ciągłego działania. Dla Was w sumie też. Żeby nie było: nie jestem jakimś pierdolonym nierobem i mam ciekawsze zajęcia od bezmyślnego scrollowania facebooka. Mimo to, uważam, iż marnuję zbyt dużą cześć mojego życia i od dłuższego czasu staram się to zmienić. Nie ukrywam - nie zawsze mi to wychodzi. Ale przecież nie można się poddawać, no nie???

Czasami odnoszę wrażenie, że nie wiem, czego chcę. Wiecie, trudno jest zmienić cokolwiek, kiedy nie wie się tak naprawdę CO chce się zmienić. Blog ma mi ułatwić sprecyzowanie planów i uporządkowanie swoich myśli.

Zobaczymy jak to wyjdzie.
no, to tyle. dziękuję, dobranoc.